Do rezygnacji z cukru przymierzałem się już od pewnego czasu. Tylko jak pozbyć się czegoś co (dopiero teraz to widzę) stanowiło swego rodzaju regulator poziomu przyjemności. Gdy życie dawało jej deficyt, wieczorem odwiedzałem dział słodyczy w pobliskim supermarkecie by doła wyrównać rurkami, wafelkami, czasem do tego chipsy (żeby nie było zbyt słodko) no i słodziutkie Martini.
Przełomem stał się wyjazd do Pragi. Na dobrą sprawę nie chodzi o samą zmianę miejsca zamieszkania co zdjęcia.
Praga zrobiła na mnie niesamowite wrażenie i szybko chciałem uwiecznić swoją skromną osobę na tle tych wspaniałości. Wieczorem, gdy zasiadłem do selekcji zdjęć, które miały trafić na facebooka pojawił się problem. Most Karola, budynki praskiej starówki, rynek, to wszystko wyglądało niesamowicie, jednak na pierwszym planie kadr psuł jakiś przytęgi pan w obcisłych jeansach.
Tak, nie mogłem doszukać się zdjęcia, którym chciałbym się podzielić. Stanąłem na wadzę, początkowo myślałem, że oszukuje. Na cyfrowym ekranie pokazała się liczba 112,4 kg. Przy zroście ponad 190 cm nie jest to może wyrok, jednak delikatnie mówiąc, nie jest to już sylwetka szczupła ani normalna.
Po powrocie do Warszawy szybko zdecydowałem się na podjęcie działania. Zbliżała się środa popielcowa - akurat 1 marca 2017 roku. Zdecydowałem się rozpocząć od dość oryginalnej diety tzw. Królów (od nazwisk twórców).
Zakupiłem chude twarogi, jogurty i warzywa do gotowania, usunąłem mąkę, cukier, mięso itd zgodnie ze wskazaniami. Pierwszy dzień był jak olśnienie, przez cały dzień czułem się jak po rannej kawie, pełen energii,zapału do pracy. Drugi i trzeci dzień okazały się zupełnie inne - eliminacja cukru i węglowodanów dały osobie znać. Byłem wiecznie śpiący, nie mogłem się na niczym skupić, ciągle głodny mimo pochłaniania ogromnych ilości jogurtów naturalnych i kilku wiaderek serka wiejskiego. Znalazłem w internecie artykuły związane z odstawieniem cukru, w których opisano podobne reakcje organizmu właśnie w pierwszym tygodniu od rezygnacji ze słodkości. Podtrzymywałem się tylko myślą, że trzeba przetrwać do końca pierwszego tygodnia.
Już w 5 dniu wróciła energia. Zauważyłem, że od wstania z łózka poziom energii jest bardzo stabilny - wcześniej w okolicach godziny 15 miewałem senność, potem jeszcze ok. 19. W tej chwili poziom aktywność jest linią stałą.
Stanąłem na wadzę dokładnie po tygodniu - 108,9 kg. To dało mi motywację do wytrwania kolejnych tygodni, które opiszę w następnych postach.
Przełomem stał się wyjazd do Pragi. Na dobrą sprawę nie chodzi o samą zmianę miejsca zamieszkania co zdjęcia.
Praga zrobiła na mnie niesamowite wrażenie i szybko chciałem uwiecznić swoją skromną osobę na tle tych wspaniałości. Wieczorem, gdy zasiadłem do selekcji zdjęć, które miały trafić na facebooka pojawił się problem. Most Karola, budynki praskiej starówki, rynek, to wszystko wyglądało niesamowicie, jednak na pierwszym planie kadr psuł jakiś przytęgi pan w obcisłych jeansach.
Tak, nie mogłem doszukać się zdjęcia, którym chciałbym się podzielić. Stanąłem na wadzę, początkowo myślałem, że oszukuje. Na cyfrowym ekranie pokazała się liczba 112,4 kg. Przy zroście ponad 190 cm nie jest to może wyrok, jednak delikatnie mówiąc, nie jest to już sylwetka szczupła ani normalna.
Po powrocie do Warszawy szybko zdecydowałem się na podjęcie działania. Zbliżała się środa popielcowa - akurat 1 marca 2017 roku. Zdecydowałem się rozpocząć od dość oryginalnej diety tzw. Królów (od nazwisk twórców).
Zakupiłem chude twarogi, jogurty i warzywa do gotowania, usunąłem mąkę, cukier, mięso itd zgodnie ze wskazaniami. Pierwszy dzień był jak olśnienie, przez cały dzień czułem się jak po rannej kawie, pełen energii,zapału do pracy. Drugi i trzeci dzień okazały się zupełnie inne - eliminacja cukru i węglowodanów dały osobie znać. Byłem wiecznie śpiący, nie mogłem się na niczym skupić, ciągle głodny mimo pochłaniania ogromnych ilości jogurtów naturalnych i kilku wiaderek serka wiejskiego. Znalazłem w internecie artykuły związane z odstawieniem cukru, w których opisano podobne reakcje organizmu właśnie w pierwszym tygodniu od rezygnacji ze słodkości. Podtrzymywałem się tylko myślą, że trzeba przetrwać do końca pierwszego tygodnia.
Już w 5 dniu wróciła energia. Zauważyłem, że od wstania z łózka poziom energii jest bardzo stabilny - wcześniej w okolicach godziny 15 miewałem senność, potem jeszcze ok. 19. W tej chwili poziom aktywność jest linią stałą.
Stanąłem na wadzę dokładnie po tygodniu - 108,9 kg. To dało mi motywację do wytrwania kolejnych tygodni, które opiszę w następnych postach.
Komentarze
Prześlij komentarz